RSS
niedziela, 30 sierpnia 2009
DOM NAD ROZLEWISKIEM I COWBOYE ORAZ WESOŁA POMARAŃCZA

Dom jest, gorzej z rozlewiskiem, ale i tak jest to oaza ciszy i spokoju oraz mała odskocznia.

Książka  ,, Dom nad rozlewiskiem” godna polecenia. Jest chyba historią wielu z nas. Opowiada o wyścigu szczurów, pędzie i braku czasu dla siebie, o szukaniu swojego miejsca w życiu. Przeczytajcie koniecznie.

Sonatowe żółtko nadal w trakcie roboty. Na chwilę musiało ustąpić miejsca wesołej pomarańczy. A poniżej efekt końcowy. Pasuje do mojego kapelusza:).

 

Pomarańczowy nie jest taki zły. Mnie się bardzo dobrze kojarzy.

 

A co do kapeluszy to mamy z moim małżonkiem już pokaźną kolekcję.

Moja druga połowa jest wielkim miłośnikiem muzyki country. Ja początkowo byłam zmuszana do słuchania, a finalnie polubiłam bardzo. Polecam. Fajne klimaty, super ludzie. Gdyby, któraś z Was chciała się czegoś więcej dowiedzieć zapraszam do odwiedzenia forum. Tu możecie zadawać pytania, a znawcy tej muzyki chętnie odpowiedzą, poinformują o imprezach oraz doradzą czego słuchać.

www.countrymusic.fora.pl

sobota, 29 sierpnia 2009
CZYM SIĘ KOŃCZĄ WEEKENDOWE POMYSŁY

Żółciak się robi i to całkiem fajnie. Bez pośpiechu, a jakoś przybywa. Robię na drutach nr 3,5. Pierwszy raz wykorzystałam Sonatę i muszę przyznać, że bardzo mi odpowiada. Lubię takie sznurkowe włóczki. Dzianiny fajnie się układają, jakby leją. Czytałam opinie blogowiczek, że zdecydowanie się pogorszyła, ale ja nie mam w tej kwestii doświadczenia i możliwe, że dlatego mój odbiór, jako nowicjusza, jest inny.

W międzyczasie ukończyłam przechowywany w szafie otulacz. Będzie akurat na jesienne chłody - oby nie przydał się zbyt szybko.

Myślami jestem jeszcze na urlopie w pięknej Chorwacji. Zakochałam sie w tym miejscu i mam zamiar wybrać się tam  raz jeszcze.

Ale wróćmy do rzeczywistości. Weekend - skarbnica pomysłów - postanowiłam przejrzeć zapasy włóczkowe – trochę w ramach porządków, a trochę z nadzieją, że mogę kupić coś nowego. Już jakiś czas temu przyjęłam zasadę, że na dwie wyrobione mogę kupić jedną.  Niestety przy tempie mojego dziergania zarosłabym włóczkową pajęczyną.  Miesiąc temu część z nich powędrowała do nowej właścicielki, starszej pani, która była bardzo uszczęśliwiona. A i mi kamień spadł z serca, ponieważ były to egzemplarze kompletnie nie w moim stylu i do prawdy nie wiem co mną kierowało przy ich zakupie.

I tak rozpoczęło się wielkie prucie. Na początek poszły dwie LUNY.

 

 

A w domowych zapasach znalazłam kilka kawałków czegoś takiego. Dzieci kpią, że wyjdzie z tego fajna kamizelka do samochodu. A co tam. Trochę odwagi. Opaliłam się ładnie, wiec taki kolor będzie chyba nieźle się prezentował. Mam zamiar wydziergać bolerko.



piątek, 28 sierpnia 2009
DLACZEGO ŻÓŁTA SONATA JUŻ NIE STRASZY

Nie wiem co ja miałam do tej żółtej Sonaty. Jak tak zaczęłam się rozglądać wokół siebie, to okazało się, że chyba nawet lubię taki żółty. Dowody na to są niezbite. Mam żółty w kuchni, w łazience na podłodze i żółte żaluzje, a dodatkowo jakiś czas temu zrobiłam pudełko na chusteczki metodą decoupage.

 

Podobne pudełko zrobiła też moja córa. Zresztą w odległej Chorwacji widziałyśmy lustro ozdobione takim samym motywem, który zastosowała, również na białym tle. Cena nas powaliła.

 


Dostałam dziś wymarzoną książkę. Prezent z okazji urodzin i imienin. Trochę wcześniej, ponieważ kochanie moje nie chciało, aby mamusia nudziła się w drodze do pracy).

Ciężko będzie podzielić na przyjemności tę odrobinę wolnego czasu.


czwartek, 27 sierpnia 2009
HISTORII CIĄG DALSZY

Pierwszy dzień w pracy ciężki oj ciężki:))).

Dziś również historycznie. Ale to już ostatni pokaz, bo więcej zbiorów u siebie nie posiadam. Jak mnie zapędzi do jakiejś psiapsióły, to zrobię fotki.

Tutaj obdarowana szalem przyjaciółka. Wzór od Dagny.

 

 

A tu druga obdarowana. Nasza ciężaróweczka. Teraz już mama czteromiesięcznej panienki. Wzór od Dagny.

 

A tu mikołajkowy sweterk :))). Dzięki pomocy Hadaszy metoda bezszwowa od góry stała się moją ulubioną.

 

A to ja w ulubionej sukienko-tunice. Niestety nie posiadam innego zdjęcia - z lepszą buźką:). Niestety jeżeli chodzi o sam wyrób, to jak to z czarnym bywa niewiele co widać. Sukienka ma ażurowy wzorek.

 

A tu moja córa w bolerku. Bolerko zrobione, zresztą jak również powyższa sukienka, z LORENY. Robiąc je wzorowałam się na podobnym wykonanym przez Zdzichę (Róbótki Zdzichy). Zmodyfikowałam je nieco, zmieniłam również wzór.

 

I z mojego ulubionego Kaszmiru.

 

środa, 26 sierpnia 2009
TROCHĘ HISTORII

Dziergam sobie z żółtej Sonaciny i tak mnie ona jakoś nostalgicznie nastroiła. Słońce, urlop z rodzinką. A jutro? Brrr…znów do pracy.

Z Sonaty mozolnie powstaje sweterek -jeszcze nie wiem jakiej długości, ale raczej taki tunikowaty, bo w takich czuję się zdecydowanie najlepiej. Wzór wybrałam lekki łatwy i przyjemny, żeby nie przemęczać się zbyt mocno. Ot takie relaksacyjne dłubanko.  Robię w okrążeniach,  aby jak najmniej zszywać:). Tego nie cierpię. A dodatkowo nie bardzo mi wychodzi. Oj nie jedną rzecz spaskudziłam:)

Tak jak obiecałam trochę historycznych tworów. Jako manekin – mama. Na początku za żadne skarby nie chciała poddać się sesji. Nie przemawiały do niej moje argumenty, że przecież utnę jej głowę i nikt się nie dowie, że to ona. Wreszcie się zgodziła, jednak tylko korpusik pozwoliła pokazać. Wiecie nie takie włosy, nie umalowana:). A ten kawałek ciała w habrowym to ja:).

 

 

Poniższe dwa modele podejrzane u DAGNY

 

Pomysł Dagny

 

 

 

 

 

Następnym razem znajdzie się coś jeszcze z historii.

wtorek, 25 sierpnia 2009
BYŁO FIOLETOWO TERAZ BĘDZIE ŻÓŁTO

Już od jakiegoś czasu dłubię sweter dla koleżanki. Od początku nie miałam do niego serca. Chyba dla tego, że wczesniej robiłam z tej samej włóczki dla siebie i trochę mi się opatrzyła. Chociaż muszę przyznać, że bardzo mi sie podoba. Jest mięciutka i ma śliczny kolor. Dokładnie taki jak ostatnio prezentowała na swoim blogu Dagny. Niestety jak pech to pech i kiedy wreszcie zbliżam się do końca to mi zabrakło włóczki na wykończenie 15 cm rękawa. No cóż muszę zamówić. Może to i lepiej, bo mam wymówkę, aby zacząć coś nowego.

Na razie niech sobie odpocznie:

 

Przegrzebałam swoje zapasy włóczkowe i wybór padł na żółtą Sonatę, tak żółtą, że chyba nawet wiejskie jajka są jaśniejsze. Jak odebrałam paczkę i zobaczyłam ten kolor, to aż przysiadłam. Odleżała swoje bidula w szafie, ale czas coś wydziubać. Jeszcze nie wiem co, ale coś będzie.

Następnym razem zamieszczę coś zrobionego. Niewiele tego mam, bo rozgrzebują mi koleżanki, ale coś znajdę.

 

 

TRUDNE POCZĄTKI?

Witam. Od paru miesięcy dzielnie śledzę poczynania koleżanek robótkujących i piszących blogi. I tak po urlopie pomyślałam, że może i ja bym spróbowała:)).  Walczę dzielnie z drutami i chociaż są to moje początki, to dzięki innym blogom wiele się nauczyłam. Wydziergałam kilkanaście swetrów większych i mniejszych, kilka sprułam lub okrzyknęłam karnymi sweterkami dla moich dziewczyn. Tak więc do dzieła......

Image Hosted by ImageShack.us